Zobowiązujemy się sprawnie i grzecznie obsługiwać repatriantów – taką obietnicę w 1954 r., z okazji 1 Maja, złożyli pracownicy punktów repatriacyjnych w Szczecinie. To, że przyjezdni, zwłaszcza ci ze Wschodu, byli często traktowani jak piąte koło u wozu, wynika ze sprawozdań
"A gdy wędrowali ze Wschodu napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. (...) I mówili jeden do drugiego: Nuże, wyrabiajmy cegłę i wypalajmy ją w ogniu! I używali cegły zamiast kamienia, a smoły zamiast zaprawy. Potem rzekli: Nuże, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt
1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Rozpoczęła się krwawa kampania wrześniowa, podczas której m.in. bombardowano Warszawę. Mało kto jednak wie, że akcją nalotów na Polskę, kierowano z podszczecińskiego majątku, który następnie 15
Od Rosjan nigdy nie usłyszeliśmy słowa "przepraszam", zauważa Tadeusz Wasąg, wilniuk, w czasie wojny żołnierz Armii Krajowej, ps. "Kolejarz". - Niedawno jeden z oficerów radzieckich słysząc podobne uwagi oburzył się: "a za co przepraszać?" Denerwowały go informacje, że w Polsce od
„Kochany i Drogi Pułkowniku! … Bez Pana działania nie byłby Szczecin polskim jeszcze przed Konferencją Poczdamską – a to właśnie zaważyło na naszych losach. Pańskiemu kierownictwu zawdzięczam swą ówczesną postawę, a tym samym wpłynął Pan na całe moje dalsze –
- Nie wyobrażam sobie, gdyby nagle zbombardowali taki nasz klub "Trans" - gestykuluje z przejęciem 15-letnia Anka. - Jakby coś się zaczęło, trzeba byłoby chyba uciekać z kraju.
- Jeśli jest się świadkiem tragedii i podłości, to normalne że
Na dworcu w Brześciu podeszła do nich młoda kobieta. Skąd jesteście, zapytała wskazując na identyfikatory. Jesteśmy Polakami, wracamy z cmentarza w Miednoje, odpowiedzieli. Kobieta spojrzała smutno i wyznała: widziałam uroczystość w telewizji. Wybaczcie nam, Polacy.
10 lutego 1940 r. rozpoczęła się pierwsza wielka wywózka Polaków ze wschodnich kresów Rzeczpospolitej. W głąb Związku Radzieckiego 110 pociągów wywiozło łącznie 250 tys. osób. Podroż w strasznych warunkach trwała miesiąc, wiele osób jej nie przeżyło. Ci, którzy pozostali przy życiu,
Ostatni raz Helena Czupryńska krzyczała w nocy trzy dni temu. Płakała bezsilnie, jak dziecko, nie mogąc uciec od obrazów, które dręczą ją od lat. Lilianna, córka Heleny wie, że gdy mama krzyczy, przez sen nawołuje bliskich, trzeba do niej szybko pójść, łagodnie wybudzić, broń Boże nie szarpać,
To pod jego rządami szczeciński Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych rozkwitł w najgorszych latach 50. Gdy przyszła odwilż to m. in. skargi podwładnych wykorzystano jako pretekst do odwołania go ze stanowiska. Eliasz Koton, szef bezpieki, gorliwie wypełniający wszystkie zalecenia
Moskwa, listopad 1992 r., chłodny dzień, Łubianka. Przed bramą tego jednego z najbardziej przerażających miejsc sowieckiego imperium zatrzymuje się samochód. Wysiada z niego polski konsul, Michał Żurawski. Nie wchodzi do środka, czeka. Podchodzi do niego mężczyzna. To szef
Kiedy rodzinę Teresy Chmielewskiej wyrzucano z dworu, jej matka ze stoickim spokojem oceniła sytuację: trudno, taka jest konieczność historyczna. Tylko dlaczego oni muszą tak wszystko niszczyć, zastanawiała się patrząc na płonące na stosie książki i wdeptywane w błoto drobne przedmioty.
Gdy mężczyźni wkraczali zwycięsko do wsi i miast, to właśnie ich witały kwiaty, oklaski, okrzyki „niech żyją!”, bo przecież wojny to męska sprawa, nawet słowo „bohater” jest rodzaju męskiego.Na idące obok dziewczyny – łączniczki i sanitariuszki – przeważnie nie zwracał uwagi nikt. Potem,
Gdy 60 lat temu transport wiozący łagierników ze Wschodu dotarł na Ziemie Zachodnie, jadąca nim Nina Nizowicz myślała tylko o jednym - co zrobić, żeby Alikowi, 10-letniemu synkowi, nigdy już nie zabrakło chleba. Gdy 20 lat później Aleksander, już wtedy znany polski piosenkarz,
Dzień po opublikowaniu przez gazety nieznanej listy z nazwiskami ofiar z Charkowa, w mieszkaniu Ewy Gruner, szefowej Stowarzyszenia Katyń, zadzwonił telefon.
- Nazywam się Maria Meysztowicz. Szymon Meysztowicz,
Tylko część leży uporządkowa i opisana do końca. Reszta, nie zawsze kompletna, znajduje się przypadkiem w najmniej spodziewanym miejscu i chwili. Jedne przywołują uśmiech, inne ból.
Urszula Wójcik zaczęła szukać ojca, Walentego Fabjańskiego, jak miała 16 lat, w czasie wojny. Po latach sfotografowała nawet pomnik daleko w Niemczech, który miał być symbolicznym grobem taty. Do dziś nie wierzy, że zginął dawno temu. On mi się śnił, powtarza.
Podczas seansu spirytystycznego, zorganizowanego jeszcze w 1939, we Włodzimierzu Wołyńskim, duch wystukał wiadomość, że ojciec żyje i wróci do domu za dwa lata. Nie wrócił do dziś. Nie wszyscy pogodzili się z myślą, że nie żyje.
Żona Alojzego M. pamięta, jak jeszcze przed ich ślubem pewnego dnia podszedł do niej na ulicy pewien człowiek. Poprosił: niech pani pozdrowi Alka - uśmiecha się ironicznie. A on pana zna? zapytała. - Będzie wiedział o kogo chodzi, rzucił. Jej przyszły mąż, któremu
Po Powstaniu Warszawskim część powstańców uciekała na Zachód. Po 9 maja 1945 r. niektórzy uznali, że najbezpieczniej będzie na nowych polskich ziemiach, zwanych „odzyskanymi”. Nie przypuszczali, że bezpieczni nie będą nigdzie w Polsce, jeszcze przez kilkadziesiąt lat.
Za założenie podziemnej organizacji młodzieżowej Bogumił Chojecki został skazany na 15 lat pozbawienia wolności i pracę w kamieniołomach. Jego siostrę Marię przesłuchujący UB-ek tak mocno uderzył w twarz, że złamał jej szczękę. Ich koledze, Wiesławowi