Gdy bezpieka mogła wszystko
To pod jego rządami szczeciński Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych rozkwitł w najgorszych latach 50. Gdy przyszła odwilż to m. in. skargi podwładnych wykorzystano jako pretekst do odwołania go ze stanowiska. Eliasz Koton, szef bezpieki, gorliwie wypełniający wszystkie zalecenia
przełożonych resortu. W Polsce Ludowej postawiono mu zarzut próby zgwałcenia żony podwładnego, a także uchybienia w rozpracowaniu wrogiej organizacji. Po latach, w wolnej Polsce, po przewertowaniu wielu dokumentów uznano, że „zachowanie Eliasza Kotona, jako funkcjonariusza państwa komunistycznego nosiło cechy zbrodni komunistycznej”.
Ludzie zaufania NKWD
Eliasz Koton urodził się w 1915 r. w Wilnie.
- Za szkolnych lat człowiek ten nie miał z nami nic wspólnego, obracał się w kołach bogatej młodzieży żydowskiej, ojciec jego miał bowiem duży sklep rzeźni z koszernym mięsem (...), jako burżuj został wysiedlony w głąb ZSRR – wspomniał po latach Janusz Rymsza, szkolny kolega Kotona, który na początku lat 50. spotkał go przypadkiem. – W Szczecinie nikt się o nim dobrze nie wyraża, towarzysze z KW uważają go za kabotyna i polityczne zero, ale – jak mówią - przyzwyczają się do niego.
Dlaczego funkcjonariusze aparatu partyjnego choć nie chcieli, musieli „przyzwyczaić się do Kotona”? Bezpieka była filarem państwa – bez instytucji zajmującej się głównie inwigilacją i zwalczaniem „reakcyjnego podziemia”, opozycyjnych ruchów politycznych, Kościoła, walką z obcymi wywiadami, trudno wyobrazić sobie PRL. Ludzie stojący na czele bezpieki brali faktyczny udział w sprawowaniu władzy. Mający w gestii sieć agentury, od chłopów w najmniejszych wioskach, po partyjnych aparatczyków mieli broń bezcenną – informację. Koton był ważną personą, a jego życiorys jak najbardziej predestynował go do objęcia takiej funkcji.
W 1941 r. zaciągnął się do Armii Czerwonej. Od 1943 służył w Wojsku Polskim. Musiał cieszyć się szczególnym zaufaniem sowieckich władz, skoro skierowały go na kurs NKWD do Kujbyszewa. „Trzymiesięczne przeszkolenie w Kujbyszewie obejmowało zagadnienia polityczne i czysto fachowe w oparciu o doświadczenia i styl pracy NKWD. Organizatorzy kursu mieli do wykonania ważne, choć pozornie uboczne zadania. Chcieli swoich słuchaczy wewnętrznie nastawić na wiarę we wszechmoc NKWD i mieć z nich na przyszłość, gdy już będą na stanowiskach w Polsce, ludzi swego zaufania” – pisze Tadeusz Żenczykowski w „Polsce Lubelskiej 1944”.
Między 1944, a 1945 Koton był kierownikiem sekcji WUBP w Białymstoku. Do Szczecina trafił już w 1947 r., jako zastępca szefa bezpieki, ale potem na dwa lata przeniesiono go do Wrocławia, na podobne stanowisko. W 1950 r. wrócił do Szczecina już jako szef aparatu bezpieczeństwa.
Reakcja, szpiedzy, Kościół
W tym czasie szczeciński aparat bezpieczeństwa, jak w całym kraju zajmował się głownie tropieniem reakcji i zwalczaniem Kościoła
katolickiego. Zachowało się wiele notatek agentów opisujących spotkania duchowieństwa. Działalność antykościelna UB na Pomorzu Zachodnim nasiliła się w kolejnym roku – był to czas procesów pokazowych wysokich dostojników kościelnych i szykowania się państwa do ostatecznej rozprawy z Kościołem. Nasiliła się kampania antypapieska. W materiałach UB odnotowano wszystkie nazwiska księży „reakcyjnych”. Część z nich aresztowano.
Innym obszarem, którym skwapliwie zajmował się aparat bezpieczeństwa było „podziemie reakcyjne”. Do takiego WUBP w Szczecinie zaliczył m. in. oragnizacje młodzieżoówe „Młodzi Patrioci” i „Związek Młodych patriotów”. To m. in. nad ich członkami osobiście znęcał się Eliasz Koton.
Po latach opowiedział o tym. Alojzy Mikołajczak, jedna z ofiar Kotona. Gdy szef bezpieki wszedł do celi, w której po przesłuchaniu leżał Mikołajczak, zapytał go za co siedzi. Ten powiedział, że nie wie. Odpowiedź nie zadowoliła Kotona – uderzył Mikołajczaka w żołądek i skopał go.
Jednak podczas październikowej odwilży, kiedy władza postawiła krzyżyk na Kotonie, nie znęcanie się nad więźniami uznano za jego najcięższy grzech. Było nim złe traktowanie funkcjonariuszy, pomiatanie nim, autokratyzm. Już dużo w wcześniej, w 1946 r. jeden z poruczników bezpieki skarżył się w liście do ministra bezpieczeństwa publicznego, że Koton nakazał usunąć go z sali szpitalnej, na której obaj leżeli. Trzy lata później inny porucznik napisał do KC PZPR, że Koton wykorzystując pobyt w wiezieniu porucznika zmusił jego żonę do czynu nierządnego, „co doprowadziło do rozbicia rodziny’. Kobieta była maszynistką Kotona, odmówiła pracy po godzinach zasłaniając się tym, że nie ma w domu maszyny do pisania. Koton postanowił sprawdzić, czy tak jest w rzeczywistości, przyszedł do niej do mieszkania i trzykrotnie spróbował doprowadzić do stosunku. Kobieta zwolniła się z pracy. Kolejni świadkowie mówili, że inna maszynistka siedziała Kotonowi na kolanach, a ten wobec niej „zachowywał się niepoprawnie”’. Sprawy wyciszono.
Z meldunków do MBP
Na Pomorzu Zachodnim Koton był obecny podczas najważniejszcy wydarzeń tamtych lat – zamieszek antyradzieckich, w kwietniu 1951 r. W meldunku do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Koton pisał zaniepokojony, że „większość wrogich wypowiedzi w czasie wypadków uderzała w przyjaźń z ZSRR”.
Rok później, przed wyborami do Sejmu – w sprawozdaniach do MBP pisano, że formują się nielegalne organizacji, które będą wydawać ulotki wyborcze. Bezpieka twierdziła, że na Pomorzu Zachodnim występuje element endecki, który słucha wrogich rozgłośni, że nawet członkowie partii nie doceniają kampanii wyborczej, a „renegaci z byłej KPP krytykują ustrój. Jeden z byłych członków AK miał powiedzieć agentowi UB, ze po wyborach Polska będzie 17 republiką. Wobec krytykujących wybory bezpieka stosowała szykany, nawet areszt. WUBP w Szczecinie i Koszalinie powołały własne wojewódzkie sztaby wyborcze. Przed wyborami stosowano „przesłuchania profilaktyczne”.
W następnym roku, w styczniu, nastąpiła generalna podwyżka cen żywności związana ze zniesieniem kartek towarowych. Reakcję na to wydarzenie również pilnie obserwowało UB, śląc meldunki do centrali. Nie było w nich niepokojących dla władzy tonów. Tak naprawdę niepokój pojawił się kilka miesięcy później, po śmierci Stalina. To wtedy władze partyjne i UB uznały, że wkrótce dojdzie do zmian.
Agenci dobrzy i źli
Jednak UB długo nie chciało rezygnować ze swojej wszechwładzy: w 1954, w Szczecinie, kilkadziesiąt osób aresztowano za sianie wrogiej propagandy, za dywersję i sabotaż, za rozbijanie spółdzielni produkcyjnych, a osoby „bliskie klasowo, ale mało uświadomione” trzymano 48 godzin w areszcie i przesłuchiwano profilaktycznie. MBP dostawało raporty o wszystkim, co działo się w nadmorskich województwach, w miastach i PGR, o wymianie agentury (część okazała się zdemoralizowana, szantażująca miejscową ludność, eliminowano też agentów „o niskim poziomie intelektualnym, mało przydatnych, bądź tych, którzy wstąpili w szeregi partyjne”). W 1955 r. Koton przyznał, że wyeliminowano za dużo dobrych agentów, zaczęto wiec werbunek nowych „bo wróg czuwa”. Koton pisał do przełożonych o wrogiej działalności na wsi, o tym, że nie ma efektów ścigania wrogów w przemyśle, bo „jest za mało agentów”.
Ograniczanie wszechwładzy bezpieki – przynajmniej formalnie – zaczęło się po październiku 1954 r. – to wtedy Radio Wolna Europa zaczęło nadawać cykl audycji „Za kulisami bezpieki i partii” autorstwa zbiegłego na Zachód „bezpieczniaka” ppłk. Józefa Światły. Rok 1955 to początek dyskusji w aparacie bezpieczeństwa o przeszłości i przyszłości jego członków. Koton apelował o wstrzymanie się od krytykowania bezpieki „szczególnie w okresie reorganizacji slużby bezpieczeństwa”. Kolejne miesiące szef bezpieki pisał przełożonym o uaktywnieniu się wrogiego podziemia” i dystansowaniu wobec władzy ludowej wielu środowisk uchodzących do tej pory za przychylne.
Poczatek końca
„W środowiskach wrogich notowane są pojedyncze głosy, że wypadki poznańskie są wynikiem prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa” - to fragment notatki zaniepokojonych funkcjonariuszy UB w Szczecinie 29 czerwca 1956 r., dzień po tym, jak w Poznaniu polała się krew. Pod notatką, pokazującą stopień inwigilacji mieszkańców regionu, podpisał się kierownik Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa, płk Eliasz Kotoń.
Płk Kotoń poskarżył się, że po wypadkach poznańskich niewłaściwie wb. UB zachowywali się niektórzy członkowie partii. Skarżył się też na adwokatów: „chociaż w większość adwokaci to członkowie partii, jednak nie zawsze wykazują partyjne podejście do wykonywanej przez nich pracy. (...) Dobrze byłoby (...) pomóc im w pracy”.
9 listopada 1956: informacja o bezpieczeństwie w województwie, rozpatrzona przez egzekutywę. Odpowiednie służby odnotowały okrzyki antyradzieckie i pretensje w stosunku do tow. Gomułki. Odnotowały też, że nastroje antyradzieckie rosną wśród młodzieży, która żyje sprawą Węgier.
Dyskutujący mówią też o wzroście nastrojów nacjonalistycznych. Twierdza, że nie należy hamować chęci wyjazdy szczecińskich Niemców do NRD, czy RFN. „Wśród obywateli narodowości żydowskiej są objawy chęci wyjazdu do Izraela. W chwili obecnej jest już złożonych 810 podań na wyjazd do Izraela”.
Ci, którzy zechcą wyjechać do Izraela będą musiały zrzec się polskiego obywatelstwa.
Zebrani niepokoją się naciskiem kleru, domaganiem się rodziców dzieci w wieku szkolnym przywrócenia religii do szkół i zawieszenia w klasach krzyży.
Jeden z referujących porusza inny ważki temat związany z bezpieczeństwem: „Jeśli chodzi o sprawę pałek dla milicji, to posiadane obecnie pałki nie zdają egzaminu. Od przyszłego tygodnia milicja otrzyma pałki inne. Z tym musi jednak nastąpić zmiana zarządzenie ministra spraw wewnętrznych sposobie użycia pałki”.
Wciąż jednym z głównych tematów jest tow. Eliasza Kotoń, były już szef Urzędu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, po latach uznany za jednego z bardziej krwawych stalinowskich oprawców. Towarzysze przyznają, że już dawno słyszeli zarzuty pod adresem tow. Kotonia, ale nie ruszano go, bo uchodził za speca od spraw szpiegowskich. W końcu padły zarzuty o szykanowaniufukcnjonariuszy, którzy mu się sprzeciwali, lekcewaznie uwag podwładnych, tłumienie krytyki.
W grudniu 1956 r. Kotonowie i jeszcze dwóm innym osobom postawiono zarzutwydania rokazu uchybienia w rozpracownaiu wrogiego środowiska, choć wszyscy wiedzieli, ze nie takie zarzuty powinien dostać były ujuż wtedy szef wojwóedkziej bezpieki.
Ostatecznie egzekutywa wystąpiła do KC z wnioskiem o zawieszenie Kotonia w czynnościach służbowych (pracował już wtedy w Gdańsku – przyp. akk) i udzielenie zezwolenie na prowadzenie śledztwa w stosunku do jego osoby przez szczecińską prokuraturę. Jednak zarzuty, które były najczęściej powtarzane, nie dotyczyły katowania więźniów politycznych, tylko złego stosunku komendanta do ludzi mu podległych.
Gdyby żył dziś zostałby oskarżony o bezprawne pozbawienie wolności wielu ludzi, bestialskie bicie i tortury psychiczne, znieważniae, pozbawianie snu,, posiłków, fałszowanie dowodów winy. Sledztwo prowadzone już wowlonej Polsce zostało umorzone z powodu śmierci oskarżonego. Eliasz koton zmarł Warawsie w 1979 r.
W tekście wykorzystałam m. in. fragmenty dokumentów WUBP znajdujące się w pracach Kazimierza Kozłowskiego „Od Października’56 do Grudnia ‘70” i „Między racją stanu a stalinizmem”.


Materiały 
