Prośba o śnieg
Zapamiętali, że zawsze przesłuchiwał w nocy. Czasami, gdy sam nie zadawał pytań, tylko robił to ktoś inny, on siedział w ciemnym kącie pokoju i słuchał. Jak nie bił osobiście, bo może był zmęczony, otwierał drzwi do pokoju obok i kiwał ręką na czekających tam innych UB-eków. Przychodzili
i zabierali się do roboty. On stał i patrzył. Zawsze.
Alfred Zimmerman, zwany przez więźniów „katem”, oficer śledczy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie w najgorszych czasach „stalinowskiej nocy”. Za swe „zasługi” dla Polski Ludowej odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Beczka prawdy i Lwów
Dla Alberta Bila, żołnierza Armii Krajowej walczącego na Wileńszczyźnie, wojna skończyła się w lipcu 1944 r. Jeszcze przez kilka miesięcy czuł się hołubiony przez nowe władze nowej Polski – w grudniu 1945 r. dostał gospodarstwo rolne w Krzemieniu. Pomyślał, że zaczyna normalne życie.
Był zaszokowany, gdy zatrzymało go UB. Nie powiedzieli, dlaczego.
To wtedy zobaczył Zimmermana pierwszy raz. Już podczas wstępnego przesłuchania Bil dostał karabinem w głowę i stracił przytomność. Wtedy nie uderzył go Zimmermam, tylko inny funkcjonariusz. Ale Zimmerman przy tym był. Potem zawsze to on przesłuchiwał Bila, zawsze w nocy, zawsze 2-3 godziny. W kącie siedział w milczeniu żołnierz w karabinem na kolanach.
Nigdy tego nie zapomnę
Dzień, o którym Bil chciałby zapomnieć, to 23 marca 1946 r.
- Gdy przyprowadzono mnie na przesłuchanie miałem ręce skute kajdankami. Wsadzono mnie w krzesło, które utrudniało ruch. Zostałem do niego przywiązany. Żołnierze wyszli. W pokoju, oprócz Zimmermana, znajdował się rosyjski major. Powiedział do kolegi: pokaż mu Lwów, skruszy mu zęby. Zimmerman włożył mi do ust specjalną maszynkę, na siłę rozwarł mi szczękę. Poczułem straszny ból, jakby wszystko się rozrywało. Zimmerman wziął cęgi szewskie i skruszył mi sześć zębów – trzy po lewej i trzy po prawej stronie. Z bólu straciłem przytomność.
Bila wrzucono do celi bez żadnej pomocy lekarskiej. Gdy doszedł do siebie, został zabrany na kolejne przesłuchanie. Tym razem Zimmerman zabawiał się wbijaniem igieł pod paznokcie. Więźnia trzymali żołnierze, a jego rękę unieruchamiano w czymś, co przypominało dyby.
Potem były przesłuchania, podczas których więzień siedział na nóżce odwróconego taboretu, albo takie, podczas których Zimmerman milczał i tylko patrzył.
- A ja musiałem po prostu stać – Bil nie zapomniał napięcia i czekania na coś potwornego, co przecież musiało zdarzyć się za chwilę. Nie liczył też, ile razy siedział w beczce prawdy – ulubionej przez Zimmermana metodzie dręczenia więźniów: była to duża beczka wypełniona w połowie fekaliami. Gdy wsadzano do środka człowieka, fekalia sięgały mu do pasa. Beczkę zamykano na 24 godziny. Wieko podnoszono od czasu do czasu, aby nakarmić więźnia słonym śledziem i napoić osoloną wodą.
- Zimmerman nigdy nie bił rękami, ani żadnym narzędziem – wspominał Bil – Często podczas przesłuchań namawiał mnie do współpracy, mówił, że jestem wrogiem Polski, dysydentem Londynu. Chciał, żebym wydał oficerów AK, którzy pochodzili spod Wilna, a również osiedlili się na Pomorzu Zachodnim.
CV oprawcy
Wielu UB-eków miało podobne życiorysy: marne wykształcenie, praktycznie żadne przygotowanie zawodowe, niektórzy walczyli u boku Armii Czerwonej. Zimmerman był inny – urodzony w Stanisławowie w 1907 r. przez dwa lata studiował prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Po ukończeniu Szkoły Podchorążych, został oficerem rezerwy i pracował w Urzędzie Skarbowym w Stryju. Po ślubie zmienił wyznanie z mojżeszowego na ewangelickie. Tuż na początku II wojny światowej jego oddział został ewakuowany na Węgry. Po wydaniu przez Węgrów części polskich żołnierzy Niemcom Zimmerman resztę wojny spędził w obozach jenieckich pod Wiedniem i Berlinem. Tam doczekał wyzwolenia przez Rosjan. Już we wrześniu 1945 r. złożył podanie o przyjęcie do służby w WUBP w Koszalinie. „Politycznie i moralnie na poziomie, wychowuje podwładnych na dobrych pracowników” ocenił go niespełna rok później jego szef, radziecki ppłk Kołarz. Zimmerman został wtedy naczelnikiem wydziału śledczego WUBP. W bezpiece pracował aż do 1955 r. gdy – z nieznanych przyczyn – oddał się do dyspozycji dyrektora departamentu w resorcie. Potem, aż do 1964 r., pracował w Milicji Obywatelskiej. Władza Ludowa doceniła jego zasługi „dla umocnienia ustroju państwa” - oprócz Złotego Krzyża Zasługi i Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski Zimmerman miał jeszcze w kolekcji m. in. Odznakę Grunwaldzką i Złotą Odznakę Gryfa Pomorskiego.
Nakaz milczenia
To właśnie Zimmerman nadzorował większość szczecińskich śledztw, w których torturowano byłych AK-owców, albo młodych – często 16-letnich ludzi, należących do organizacji podziemnych. Do końca życia żadnych szczegółów śledztwa nie zdradził synowi Eugeniusz Dzwonkowski, który podczas przesłuchań był m. in. bity pałką i prętem po piętach, wsadzany do karceru z sufitu którego miarowo kapała woda. Ojciec wspomniał tylko, że kiedy opuszczał więzienie we Wronkach musiał podpisać oświadczenie, że o przebiegu śledztwa i o tym, co widział w więzieniu, nikomu nie będzie opowiadał. Karą miał być powrót do Wronek.
Jan Tartanus, który do Ruchu Oporu AK wstąpił, gdy miał 16 lat, został zatrzymany przez UB w Nowogardzie. Pamięta, że nie z każdego przesłuchania spisywany był protokół i że kilka osób wśród przesłuchujących, to byli Rosjanie. Tartanusa bito w głowę raz z jednej raz z drugiej strony, dostawał pięścią w twarz, wybito mu zęby. Chłopak załamał się, chciał popełnić samobójstwo, powstrzymały go tylko myśli o matce. Gdy przewieźli go do Szczecina, przesłuchiwał go Zimmerman - nie musiał już chłopaka bić, bo ten przyznała się już „do wrogiej działalności”. Gdy Tartanus poprosił o pomoc dentysty, Zimmerman zaprowadził go do jakiegoś pokoju, w którym – jak się później okazało - więzień kryminalista usunął Tartanusowi zwykłymi kombinerkami resztki zębów wraz z dziąsłami.
Ryszard Staszkiewicz, AK-owiec zatrzymany w lutym 1946 r. pamięta, że podczas przesłuchań zawsze obecny był Zimmerman i inny „kat” bezpieki Garbus – Aleksander Merza. Staszkiewicza bito gumowym wężem, grubym kablem elektrycznym, pięściami, kopano. Zimmerman nie powstrzymywał śledczych, lubił więźniom świecić lampą w oczy.
- Jak nie mówiłem po jego myśli, otwierał drzwi do pokoju obok i kiwał głową. Wtedy do pokoju wchodził ktoś, kto bił – wspominał były więzień. - Pamiętam, że akt oskarżenia nosił podpis Zimmermana.
Hieronimowi Zbigniewowi Daniszowi, 16-latkowi, który miał za sobą Szare Szeregi i WiN, UB-ecy przystawiali broń do skroni, wykopywali spod niego taboret w czasie przesłuchań, wsadzali do karceru z wybitymi szybami (był luty). Przesłuchiwali go często po pijanemu i kazali robić pompki – wtedy deptali mu po kciukach miażdżąc je.
- Zimmerman pokazał mi szafę, w której były różne przedmioty do bicia – mówił Danisz . - Wykańczał brak snu. Zimmerman zawsze przesłuchiwał w nocy, w dzień nie można było spać. Gdy takie przesłuchania zdarzyły się dwadzieścia razy pod rząd, można było nie wytrzymać.
Więźniów miały załamać także zeznania osób, którym ufali. Nie wszyscy wytrzymywali metody śledcze, dopiero po pół wieku uznane za „niedopuszczalne”. Jedna z zatrzymanych koleżanek Bila zeznała, że ten przykładał ludziom w oddziale pistolet do głowy i groził „jak nas zdradzisz...”. Zarzekała się, że miała zamiar wydać Bila w ręce władzy i dlatego przyłączyła się do jego oddziału. Inni nazywali Bila bandytą, podawali listę nazwisk jego współpracowników, mówili o tym, że ci chcieli siłą obalić ustrój państwa.
Śledztwo uzupełniały zeznania tajnych współpracowników – zachowały się liczne notatki ze szczegółowymi donosami ze spotkań AK-owców. TW byli często sąsiadami osób, które później wsadzano do więzienia. TW był nawet człowiek, przed którym jedna z zatrzymanych składała przysięgę na wierność podziemnej organizacji. Potem ten człowiek wziął udział w jej aresztowaniu.
Swoi i obcy
W czerwcu 1946 r. w Szczecinie odbył się proces, podczas którego wraz z Bilem o „próbę obalenia siła ustroju państwa” oskarżono 120 osób z różnych organizacji podziemnych. Bil mówił na procesie o biciu podczas śledztwa, ale sąd zignorował te informacje. Bila skazano na 10 lat więzienia, i 5 lat pozbawienia praw publicznych. Danisza i jego kolegów na 3-15 lat więzienia. Dowódcę Ruchu Oporu Armii Krajowej na Pomorzu Czesława Hołuba na karę śmierci, zamienioną potem na dożywocie. Hołub, uznany za szczególnie niebezpiecznego wroga PRL był inwigilowany aż do 1988 r.
Dopiero po latach, Bil opowiedział prokuratorowi IPN o tym, co zdarzyło się zanim UB dowiozło go do celi na Małopolskiej w Szczecinie. Został zawieziony do lasu w pobliżu wsi Ciernik. Gdy wyszedł z ciężarówki zobaczył, że na śniegu stoi karabin maszynowy. W pobliżu kręcili się żołnierze polscy i rosyjscy. Związano mu ręce kablem – dla niego było jasne, co za chwilę nastąpi. - Zrobiło mi się niedobrze, poprosiłem polskiego żołnierza, żeby podał mi trochę śniegu. Po co ci śnieg, jak dostaniesz kulkę - zażartował żołnierz. Jego koledzy zaczęli mnie wyzywać, że walczyłem z Niemcami przeciwko nim i przeciwko Rosjanom, a to była nieprawda, w moim oddziale był nawet rosyjski saper i razem walczyliśmy przeciw Niemcom. Opowiedziałem o tym i gdy Rosjanie to usłyszeli, rosyjski major osobiście odwiózł mnie do domu i nawet opatrzył nawet rany. O 3 nad ranem ponownie zjawiła się bezpieka – Bil do końca życia nie rozumiał dlaczego Polacy zachowali się wtedy gorzej od Rosjan.
Świadkowie i wystawa
Śledztwo prowadzone przez IPN, w którym Alfred Zimmerman jest jednych z głównych bohaterów, liczy już kilkadziesiąt tomów. Na pewno zakończy się umorzeniem z powodu śmierci Zimmermana, jednak już dostarczyło wielu nowych informacje dotyczących działań szczecińskiego UB. Dopiero teraz, podczas rozmów z prokuratorem IPN, wiele ofiar Zimmermana decyduje się opowiedzieć o tym, co wydarzyło się przeszło pół wieku temu. Są ludzie, którzy nawet dziś boją się mówić.
Nie tylko Zimmerman zwany był przez szczecińskich więźniów katem. Tym mianem określano też osoby takie jak Szuba, Antoniuk, lub Antoniak, Barciszewski, Jakubowski, Edmund Przypiórski, Aleksander Merza, czy Eliasz Koton. Po opublikowaniu przez „Kurier Szczeciński” artykułu o Kotonie („Gdy bezpieka mogła wszystko” 25.05.2007) zgłosiła się osoba, która twierdzi, że Koton chwalił się kiedyś, iż osobiście wykonywał wyroki na AK-owcach.
Szukamy świadków tamtych wydarzeń, ludzi pokrzywdzonych przez UB i SB, którzy jeszcze nie mieli okazji opowiedzieć swojej historii. Pamięć pomoże odświeżyć wystawa przygotowywana przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej: znajdzie się na niej 80 zdjęć funkcjonariuszy UB i SB, którzy kierowali bezpieką na Pomorzu Zachodnim. Wystawa pod tytułem „Twarze szczecińskiej bezpieki” zostanie otwarta 20 czerwca, w Sali Gotyckiej Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie.


Materiały 
