Teczka "Senatora"
Nie muszę występować o odtajnienie nazwisk osób, które na mnie donosiły - mówi Stanisław Wądołowski, jeden z tuzów szczecińskiej „Solidarności”. - Ja i tak się domyślam, kto to był, mimo zamazania pisakiem nazwisk w aktach Służby Bezpieczeństwa.
Po 3,5 latach starań Wądołowski dostał z Instytutu Pamięci Narodowej osiem teczek materiałów, jakie zbierała na niego SB. Najstarsze opisują rok 1970. Ostatni wpis pochodzi z marca 1990. Dwóch teczek brakuje - IPN ma jeszcze je dosłać.
Dzida nabita metalem
W 1970 r. Wądołowski pracował w szefostwie technicznym Stoczni im. Warskiego. Kiedy zaczęły się strajki, część jego kolegów przekonywała, żeby nie angażować się w sprawy robotników.
- Przed bramą czołgi, strzelają, uznałem, że nie możemy ich zostawić - wspomina Wądołowski. - Gdy to powiedziałem, ludzie wybrali mnie do trójki strajkowej. Wiedziałem, że najważniejsze, to wstrzymać ogień, pod kulami rozmawiać się nie da. Wraz z dwójką partyjnych działaczy i sekretarzem PZPR w stoczni, poszliśmy, z podniesionymi rękami, na ulicę 1 Maja, gdzie było dowództwo oddziałów stojących pod stocznią.Widocznie partyjni mieli siłę przebicia, bo ogień wstrzymano.
Na teczce, w której znajdują się meldunki tajnych agentów i raporty pracowników Służby Bezpieczeństwa z tamtego okresu, kryptonim nadany Wądołowskiemu to "Senator". Jego numer ewidencyjny to 11892.
Notatka w aktach SB z 1972 r.: ""Senator" oznaczał się dużą aktywnością w okresie grudzień '70 - styczeń '71. Podejmował działania skierowane przeciw polityce partii i rządu. Chodził z dzidą nabitą metalem i zmuszał ludzi do strajku. W rocznice grudnia 70 i stycznia 71 agitował robotników do przerwania pracy i zorganizowania manifestacji. Postulował rozliczenie niektórych przedstawicieli partii. Ostro występował w sensie wichrzycielskim". Podpis pod raportem zamazany pisakiem.
- To, co jest w raportach SB, jest autentyczne, choć nie wiem, o co chodziło z tą dzidą - zastanawia się Wądołowski. Podczas strajku wielu stoczniowców chodziło z kablami okrętowymi o długości 80 cm. Te kable leżały w stoczni dwa lata, od marca '68, kiedy miały służyć robotnikom wysyłanym do zrobienia porządku ze studentami.
Cd. notatki: "Należy podjąć przedsięwzięcia operacyjne:
spośród współpracowników figuranta oraz osób, które mają z nim styczność na co dzień, opracować lub pozyskać tajnych współpracowników, lub kontakty operacyjne. Ponadto - ustalić kontakty figuranta z osobami, które są znane z wichrzycielskiej działalności, zbierać materiały, które posłużą do skompromitowania jego osoby w przyszłości, a także zorientować się o możliwościach wykorzystania technik operacyjnych".
Wądołowski cieszył się zaufaniem ludzi przez wiele lat. Do 1980 był wybierany do Rady Oddziałowej. I przez ten cały czas był obserwowany.
Upił się i przyznał
W teczkach jest wiele notatek nt. Wądołowskiego, sporządzanych przez tajnych współpracowników, ukrytych pod pseudonimami. Np. 15 grudnia 1971 r. TW ps. "Czuły" pisze, że "podczas śniadania ma odbyć się spotkanie aktywu robotniczego, na którym będzie wybrana delegacja 3-osobowa, która pojedzie na cmentarz (złożyć kwiaty na grobach ofiar Grudnia'70 - przyp. aut).
TW opisują cechy charakteru Wądołowskiego, spotkania. Zachowały się notatki oficerów SB, które sporządzali po spotkaniach z TW np. z TW ps. "Grzegorz" - treść notatki została potem wykorzystana do meldunku operacyjnego.
- Miałem znajomego o tym imieniu, nawet dziecko mu do chrztu trzymałem - mówi Wądołowski. - Kiedyś upiłem go i zapytałem, jak było. Stasiu, powiedział, ja musiałem donosić, bo powiedzieli, że ciebie zabiją. Wyrzuciłem go z domu i do dziś nie utrzymuję żadnych kontaktów. Prędzej podam rękę esbekowi. Kiedy rozmawiałem z esbekiem, wiedziałem, z kim mam do czynienia. A ludziom, którzy byli wokół mnie, wierzyłem. AK zdrajców rozstrzeliwała.
Według Wądołowskiego zdecydowana większość donosicieli, to ludzie bez charakteru, idący na lep SB nawet dla drobnych korzyści. Ludzie uczciwi, którzy byli szantażowani, często podpisywali deklaracje współpracy, ale na tym ich kontakty z SB się kończyły, albo były dla służb bezwartościowe.
Hołota i odpady historii
Notatka z 2 kwietnia 1975: "Senator" ocenia krytycznie ceny nowości. Nie robi tego w szerokim gronie, najwyżej 2-4 osób".
Wadołowski ufał ludziom, ale wiedział, że nie każdy nadaje się na bohatera. Kiedy w 1976 r. do stoczniowców przyszedł I sekretarz KW PZPR agitować za potępieniem „wichrzycieli z Radomia i Ursusa”, Wądołowski zaprotestował, pewny, że ma za sobą salę.
- Nie możemy powiedzieć, że to hołota. W 1970 r. nas też nazywano odpadami historii, a po miesiącu przyjechał Gierek i powiedział, że jesteśmy dojrzałą klasą robotniczą – przypomniał wydarzenie sprzed kilku lat.
Sekretarz zaproponował, żeby przeprowadzić głosowanie: kto jest za stanowiskiem partii, a kto za Wądołowskim. Tylko dwie osoby stanęły po jego stronie. Zdziwił się.
- Potem dowiedziałem się, że dzień wcześniej sekretarz rozmawiał z ludźmi. Gdyby zwolniono naszych inżynierów, w najbliższych województwach nie mieliby szans na pracę. Jednego, który za mną zagłosował, wywalony z roboty, a drugiego wezwano do KW i zrobiono mu pranie mózgu.
Notatki ze spotkania w stoczni oczywiście też figurują w teczkach.
Ilu donosicieli wśród negocjatorów?
Podczas strajków w sierpniu 1980 r. Wądołowski wszedł w skład Międzyzakładowego Komitetu Robotniczego. Był szefem delegacji, która 23 sierpnia pojechała do Gdańska, aby na własne oczy przekonać się, co tam się dzieje. Był też w zespole, który negocjował porozumienia szczecińskie.
- Na dziesięć osób, które były z naszej strony, cztery wcale nam nie pomagały – tylko gorzko się uśmiecha i nie mówi nic więcej.
Notatka z 5 listopada 1980 r.: "Propaguje wrogie poglądy i prowadzi działalność skierowaną przeciw linii politycznej partii. Inspiruje wiele wrogich inicjatyw, tworzy struktury związków zawodowych. Szkaluje władze konstytucyjne PRL, PZPR oraz ustrój socjalistyczny. Popiera radykalne postulaty".
10 października 19891 r., podczas I zjazdu Solidarności, Wądołowski został wybrany na członka prezydium Krajowej Komisji Porozumiewawczej. Był też wiceprzewodniczącym KK. Na podstawie donosów oficerowie SB pisali wówczas, że "cechuje go przebiegłość, dwulicowość i wysokie aspiracje. Zorganizował redakcje i kolportaż pism takich, jak "Grot", "Jedność" i "Solidarność Nadodrza".
Kiedy wybuchł stan wojenny Wądołowskiego internowano w Strzebielinku. Kiedy wyszedł po roku, TW zaczęli donosić o jego aktywności. W teczkach są raporty o tym, że Wądołowski organizuje manifestacje w rocznice grudniowe i sierpniowe, zbiera podpisy pod petycjami do władz, że jest jednym z liderów podziemia na Pomorzu. Było tak aż do 28 października 1985 r., do wypadku, którego okoliczności są nieznane do dziś.
"Ja cię s..., zabiję"
Wądołowscy wracali do domu. Niedaleko Wałcza, we wsi Witankowo, strzeliły opony i samochód uderzył w drzewo.
- Opony pękły po jednej stronie, a milicjanci, którzy przyjechali mówili, że nie było szans, aby wyprowadzić samochód - wspomina Krystyna Wądołowska. Przypuszcza, że opony zostały nacięte w Toruniu, gdy z mężem zwiedzali katedrę.
Wądołowski ledwo uszedł z życiem, rehabilitacja trwała wiele miesięcy. Próbowano postawić mu zarzut rozwinięcia nadmiernej prędkości. W papierach milicja zapisała, że pękły przednie opony. Z czasem sprawa ucichła.
- W 1986 r. jechałem rowerem na rehabilitację do stoczniowej przychodni - wspomina Wądołowski. - W rower uderzył samochód golf i wyrwał przednie koło. Mnie nic się nie stało. Wydawało mi się, że jak mnie mijał, kierowca rzucił do mnie: "ja cię s... zabiję"
W aktach z tamtego okresu jest pełno zapisków o stanie zdrowia Wądołowskiego. W rozmowie z inspektorką z wydziału śledczego wypowiada się m. in. podejrzany Marian Jurczyk, że Wądołowskiemu może grozić trwałe kalectwo.
"Fajny" już niegroźny
Końcówka lat 80. w teczkach, to raporty SB, z których wynika, że Wądołowski działa dalej w podziemiu, ale coraz bardziej różni się z Wałęsą. Wądołowski utrzymuje, że SB chciała skonfliktować działaczy, że tak naprawdę poważnych tarć nie było.
Ostatnie zapiski pochodzą w początku 1990 r. 20 stycznia nadano Wądołowskiemu nowy kryptonim: "Fajny" i numer ewidencyjny - 21249. 30 marca kpt. SB złożył wniosek "o zaniechanie prowadzenia profilaktyki operacyjnej, z uwagi na brak informacji świadczących, że figurant prowadzi działalność podważającą aktualnie obowiązujący stan prawny".
PS. Minęły dwa lata i IPN odtajnił zamazane nazwiska występujące w aktach Stanisława Wądołowskiego. Ale nie wszystkie. Odtajnione zostały wszystkie nazwiska funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, którzy „opiekowali” się Wądołowskim. Wśród licznych TW jawny stał się tylko jeden – co do innych IPN napisał, że dokumentów, które bez wątpliwości pozwoliłyby określić ich tożsamość, brak.


Materiały 
