Sierpień 80
W sierpniu 1980r. Szczecinie miało być inaczej, niż było. Strajk miał wybuchnąć już w czerwcu.
- Ale wtedy partia dała po 2 tys. na głowę i nastroje upadły - mówi Stanisław Wądołowski, członek prezydium
Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.
Kto inny, nie Marian Jurczyk, miał stanąć na czele strajku.
- Załoga chciała Krzysztofa Kubickiego, stoczniowca, który cieszył się ogromnym zaufaniem załogi od strajku w 1970r. - mówi Andrzej Antosiewicz, członek MKS. - Nie zgodził się powiedział, że jego zdrowie tego nie wytrzyma. Wskazał Jurczyka. Kubicki zmarł w czasie stanu wojennego na zawał serca.
Porozumienia miały zostać podpisane równo z Gdańskiem.
- Podpisano wcześniej, bo przez telefony rozmawiali eksperci, to zwykła pomyłka - mówi Marian Jurczyk, przewodniczący MKS.
Sierpień '80
Już 15 sierpnia szczecińska prasa informowała o "zakłóceniach w rytmie pracy" w niektórych zakładach w Polsce. Anonimowi komentatorzy pisali, że "dyskusje wtedy są pożyteczne, gdy nie zakłócają pracy". O tym, że strajkuje gdańska stocznia im. Lenina, nie pisał nikt. Nazwisko Lecha Wałęsy pojawiło się w mediach po dziesięciu dniach.
Szczecin jeszcze się wahał. Poza oficjalnymi nie było tu żadnych innych relacji na temat tego, co dzieje się w Gdańsku. Połączenia telefoniczne zostały przerwane. Nie istniała silna opozycja, taka zrodziła się dopiero po Sierpniu.
17 sierpnia Prezes Rady Ministrów Edward Babiuch przyznał, że Polacy przez ostatni okres żyli na kredyt.
- Trudnych czasów należało się spodziewać od kilku lat. Ale przerwy w pracy obrócą się przeciwko klasie robotniczej.
Młotek i tłum
18 sierpnia z urlopu na Krymie wrócił Edward Gierek, gdzie przebywał na zaproszenie KC KPZR. Powiedział, że nie zaakceptuje żadnych postulatów politycznych.
W Szczecinie rano stanęła stocznia remontowa Parnica. W przerwie śniadaniowej w stoczni szczecińskiej im. A. Warskiego ktoś rzucił młotek na warsztat i wyszedł przed halę. To był sygnał. Ludzie ruszyli do bramy głównej. Pochód gęstniał. Gieniu Szerkus, znany jeszcze z grudnia 1970 powiedział, że teraz wszyscy powinni rozejść się na wydziały i utworzyć trójki strajkowe. Znalazło się w nich wielu partyjnych, nawet sekretarze. I trochę ludzi z kierownictwa, naczelnicy wydziałów.
- To oni wybrali ostatecznie Jurczyka na przywódcę - twierdzi Wądołowski. - Tak jak wybrali go w 1976 do prezydium Rady Zakładowej.
- Wybrano mnie, bo w stoczni moja działalność była znana. Uczestniczyłem w strajku w 1970r., dziesięć lat działałem w związkach zawodowych. Dzień wcześniej na plenarnym spotkaniu związków i partii miałem ostre wystąpienie na temat sytuacji w Polsce - ripostuje Jurczyk.
Ludzi pod bramą zebrało się dużo. Mówią, że gdy zobaczyli ilu ich jest, przestali się bać.
- Jak ktoś mówi, że nie czuł lęku, ja w to nie wierzę - mówi Jurczyk. - Miałem świadomość, że gdyby ten strajk się nie udał, w najlepszym razie pożegnam się z pracą w stoczni, w najgorszym trafię do więzienia, albo na białe niedźwiedzie.
Wybrano prawie 100-osobowy komitet strajkowy i prezydium.
W stoczniowej świetlicy zawisło hasło "socjalizm tak, wypaczenia nie". Takiego hasła w Gdańsku nie było. Szczecin, w odróżnieniu od Gdańska, nie domagał się uwolnienia więźniów politycznych.
Błędy nie, aresztowania tak
19 sierpnia Edward Gierek przyznał, że popełniono błędy gospodarcze. "Na wielu odcinkach praktyka rozmijała się z założeniami pogrudniowej polityki partii. Ale strajki nic tu nie zmieniają na lepsze". Obiecał zamrożenie cen mięsa i dodatki na dzieci. Mówił, że to grupy antysocjalistyczne i anarchistyczne wykorzystują przerwy w pracy. SB aresztowało działaczy nielegalnych Wolnych Związków Zawodowych Pomorza Zachodniego. Aresztowano członków KOR.
Na szczecińskie trasy nie wyjechały tramwaje i autobusy. Czołówki gazet zajmowała batalia o chleb, tak nazywano wówczas żniwa. Kilkudziesięciu intelektualistów polskich podpisało w Warszawie apel. Domagali się podjęcia rozmów ze strajkującymi przez stronę rządową i zagwarantowanie wszystkim strajkującym bezpieczeństwa. Do publicznej wiadomości przedostały się postulaty zgłaszane przez szczecińskich stoczniowców. Pierwszym z nich było powołanie wolnych niezależnych związków zawodowych.
- Rząd wiedział, że musi pójść na pewne ustępstwa - twierdzi Jurczyk. - Może myśleli: podpiszemy, a potem będziemy odkręcać.
Do stoczni szczecińskiej nie wpuszczono na początku przyjezdnych działaczy KOR. Nie wpuszczono też dziennikarzy.
- Zjawiła się Małgorzata Szejner i Tomasz Zalewski, zarejestrowaliśmy ich jako komisję zakładową, żeby ludzi nie drażnić obecnością dziennikarzy - opowiada Wądołowski. - Szybko napisali książkę "Szczecin grudzień-sierpień-grudzień". Potem na teren stoczni wpuszczono już przedstawicieli stacji radiowych "Glos Ameryki" i "Wolna Europa".
20 sierpnia przy bramie stoczni stanęła przyczepa. Na nią wszedł przywieziony ówczesny sekterz KW PZPS Janusz Brych. Ludzie pamiętają, że na ich pytania najczęściej odpowiadał "nie wiem". Domagali się przywrócenia połączenia z Gdańskiem.
Zaatakuje wojsko, wybuchnie amoniak
21 sierpnia w stoczni zjawiła się komisja rządowa na czele z wicepremierem Kazimierzem Barcikowskim.
- Barcikowski cały czas straszył, że w porcie stoi statek z owocami, one się psują i będziemy płacić kary - przypomina Jurczyk. - Przecież nie można było przerwać strajku, chodziło o ważniejsze rzeczy, niż owoce. Potem przyszła do mnie młoda dziewczyna i poprosiła o rozmowę w cztery oczy. Powiedziała, że ma przecieki, że 12 amfibii wojskowych zaatakuje stocznię i cały komitet strajkowy zostanie aresztowany. Myślałem, co mam robić. Jeśli powiem, to wszyscy mogą wpaść w panikę i strajk się załamie. A jeśli nie powiem, a potem stanie się coś złego? Na szczęście po dwóch godzinach przyszła inna osoba i zaczęła szeptać, że sześć amfibii zaatakuje stocznię. Wtedy zrozumiałem, że to zwykłe kłamstwo.
Straszenie odbywało się również w innych zakładach pracy, które przystąpiły do strajku.
- Zostałem wezwany do dyrekcji i usłyszałem, że ciśnienie w zbiornikach amoniaku niebezpiecznie wzrosło - opowiada Stanisław Kocjan, kierujący strajkiem w Zakładach Chemicznych Police. - Gdyby doszło do wybuchu, a wiatr wiałby w stronę Szczecina, żadna mysz by nie przeżyła. Wszyscy znajomi inżynierowie mieli miny nietęgie, mnie zmiękły kolana. Zaufałem staremu mistrzowi, Klemensowi Ciepłowskiemu, który pracował na działce amoniaku. Powiedział, że ciśnienie nieznacznie wzorsło, ale żadnego zagrożenia nie ma. Nocą podtoczyliśmy cysterny z wodą, opary amoniaku zostały spuszczone do wody.
Łącznie w Szczecinie strajkowało 170 zakładów pracy.
Dobra klasa robotnicza
Barcikowski pochwalił stoczniowców.
- Mówił, że tu jest dobra klasa robotnicza, bo w Gdańsku dzieją się dantejskie sceny, rozbijane są pociągi. To powiedziałem, że my chętnie pojedziemy do Gdańska i zobaczymy, jak tam jest - mówi Wądołowski. - Gdy wyjeżdżaliśmy, nasi koledzy trzymali w rękach postronki. Miało to oznaczać, że jeśli nie wócimy, powywieszają całą komisję rządową.
Pojechali w czterech. W Gdańsku panował spokój. Usłyszeli, że mogą podpisywać porozumienie, jak uzgodnią postulat o wolnych związkach zawodowych i zapewnieniu bezpieczeństwa załogom strajkującym.
- Ostatecznie uzasadnienie dotyczące związków zawodowych pisał tu mecenas Mirosław Kwiatkowski - wspomina Wądołowski. - Powołał się na istniejące, a nie wykorzystywane ustawy w Polsce, konwencje międzynarodowe. Kiedy wysłuchał tego Barcikowski zbladł i wyszedł. Podobno bardzo źle się poczuł i wzywali pogotowie.
Apel do pracowników komunikacji miejskiej o powrót do pracy ogłosili wspólnie wojewoda Henryk Kanicki, prezydent Jan Stopyra i I sekretarz KW PZPR Janusz Brych. Prasa napisała, że w Wambierzycach na dolnym Śląsku prymas Stefan Wyszyński zaapelował o spokój. Potem okazało się, że niepełne omówienie homilii było manipulacją, miało wygasiś strajki.
Mieszkańcy Szczecina kupili sześć razy więcej chleba niż zwykle, ze sklepów zniknęły cukier i mąka. Kierownictwo WSS Społem podjęło decyzję o korzystaniu z taksówek przez pracowników idących rano do pracy.
24 sierpnia ukazała się "Jedność", organ MKS.
Mogę przyjechać na ryby
25 KC PZPR wymienił częściowo swój skład. Odwołany został m.in.Edward Babiuch. Prezesem Rady Ministrów został Józef Pińkowski. Wymieniono szefa starych, posłusznych partii, związków zawodowych CRZZ. Gierek przekonywał: "tylko socjalizm zabezpiecza nasze państwo". Zaczęto mówić, że jego dni we władzach są już policzone.
Komisja pracująca w Szczecinie zapisała m. in. ustalenie, że działacze opozycyjni nie będą szykanowani.
- Dzwoniliśmy do Gdańska zapytać, na jakim są etapie - mówi Jurczyk. - Powiedzieli, że mają wszystko przygotowane. Potem rozmawiali ze sobą już tylko doradcy. Przekazano mi, że możemy podpisywać.
30 sierpnia, po godz. 8, porozumienia w Szczecinie zostały podpisane.
Po skończeniu obrad Barcikowski odetchnął i powiedział:
- Spokojnie mogę tu przyjechać na ryby.
- Czułem się fatalnie, gdy dowiedziałem się, że w Gdańsku strajk dalej trwa, a mu już dogadaliśmy się z rządem - mówi Wądołowski. -
W Gdańsku, dopiero 31 przeforsowano postulat o zwolnieniu wieźniów politycznych. Wtedy podpisano porozumienia.
Rozpoczęły się prace nad ustawą o związkach zawodowych. Kilka dni potem pojawiła się nazwa "Solidarność".
Zaczął działać NSA. Przywrócono kartki na cukier. Obradujące w Warszawie prezydium Krajowej Rady Kobiet Polskich domagało się zdemaskowania sił antysocjalistycznych i ich metod wykorzystujących słuszny protest ludzi pracy.


Materiały 
