Partyjny Sierpień 80
„Mam jedno jedyne pytanie do Kierownictwa naszej partii: Jaka jest koncepcja wyjścia z obecnej sytuacji? D z i ę k u j ę”*. To dramatyczne pytanie na V plenum KC PZPR postawił Janusz Brych, I sekretarz KW PZPR w Szczecinie 30 sierpnia 1980 r., kilka godzin po podpisaniu Porozumień
Sierpniowych.
Wiodąca siła narodu wydawała się bezradna, zupełnie zaskoczona rozwojem sytuacji, która niebawem miała doprowadzić do rejestracji niezależnego od władz związku zawodowego „Solidarność”. Zapisało się do niego 10 mln Polaków.
Jednak zachowane protokoły z tamtych dni, sporządzane na potrzeby partyjnej wierchuszki, opisujące godzina po godzinie rozwój sytuacji strajkowej w regionie świadczą o tym, że partia trzymała rękę na pulsie. W odpowiednim momencie potrafiła jej użyć grożąc i karząc tych najbardziej opornych.
Ale ten moment miał dopiero nadejść. Najpierw było szesnaście miesięcy wolności, o której niewielu śmiało śnić po 1945 r.
Aktyw jest doskonały
- Ja was przepraszam towarzysze, ale no tak wszystko na gorąco – mówił zdenerwowany Janusz Brych na naradzie wojewódzkiego aktywu polityczno-gospodarczego 18 sierpnia 1980 w Szczecinie. Właśnie przed chwilą stanęła stocznia im. A. Warskiego, poprzedzona strajkiem w stoczni „Parnica”. I sekretarz przekazywał informacje o sytuacji w kraju i te powszechnie znane i te, które do tej pory nie były dopuszczane do powszechnej wiadomości. Że już w lipcu doszło w kraju do przerw w pracy, a strajkowało aż 210 zakładów w całej Polsce, tj. około 100 tys. osób. Stanęło Lubelskie, Kaliskie, Warszawa. Że warszawskie zakłady strajkowały też na początku sierpnia, a obok nich łódzkie i gdańskie. Najgroźniejszy wydawał się strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina – od tego zaczął się bowiem strajk generalny w mieście. Strajk ten, według oceny władzy, groźny był też z tego powodu, że nad postulatami ekonomicznymi, pierwszoplanowymi w innych zakładach, zaczęły górować postulaty polityczne. Jak stwierdził tow. Brych, komitet strajkowy jest sterowany przez KOR i inne odłamy.
W szczecińskim strajku KOR-u nie było widać. Strajkujący, jak ognia, bali się posądzenia o zbytnie upolitycznienie protestu (choć przecież pierwszy postulat dotyczący powołania wolnego związku zawodowego miał charakter polityczny, wręcz fundamentalny, ustrojowy), nie wpuszczali, bądź przeganiali wszystkich, którzy kojarzyli im się ze środowiskami opozycyjnymi (KOR, WZZ). Pewnego studenta, który zjawił się podczas strajku głosząc hasła polityczne, z lęku przed prowokacją wydano w ręce MO. Na teren stoczni nie wpuszczano też długo dziennikarzy.
W tym akurat partyjnym władzom województwa było po drodze ze strajkującymi. I sekretarz apelował:
- Tak więc towarzysze dbajmy o to, abyśmy mieli sytuację w naszym województwie taką, która by stwierdzała, że mamy dobry, doskonały aktyw partyjny (...).
Odwaga I sekretarza
Pierwszy kilkugodzinny strajk wybuchł w Szczecinie już w piątek, 15 sierpnia 1980 w „Transbudzie’, jednak po zapewnieniach dyrekcji o pozytywnym rozpatrzeniu postulatów (ekonomicznych) po czterech godzinach został przerwany. Strajk w stoczni miał wybuchnąć chwilę po gdańskim, ale liderzy strajkowi nie byli pewni, czy uda się zatrzymać ludzi w zakładzie pod koniec tygodnia i w niedzielę. Poniedziałek, 18 sierpnia, wydawał się najlepszym momentem na podjęcie akcji strajkowej. Mało kto wierzył wtedy, że w przeciągu dwóch tygodni strajkować, albo solidaryzować się ze strajkującymi, będzie ponad 340 zakładów w województwie.
Od pierwszego spotkania w stoczni im. A. Warskiego narastającą falę strajkową próbował osłabić Janusz Brych. Przekonywał, namawiał, ostrzegał.
- Zgłoszono furę różnych postulatów, z których większość związana jest z postulatami ekonomicznymi: niektóre sprawy płacowe w stoczni, konieczność porządkowania płac w niektórych zawodach w Polsce, lepsze zaopatrzenie rynku, , poprawy zaopatrzenia materiałowo-surowcowego dla stoczni Warskiego i zakładów pracy, zlikwidować Pewexy, zlikwidować sklepy komercyjne (...), zlikwidować przywileje w MO w SB, w partii (...) – wyliczał na partyjnych posiedzeniach.
I sekretarz także wysunął postulat, który dzięki nagłośnieniu słychać było w całej stoczni.
- Powiedziałem, że (...) jeśli inne zakłady miejskie, typu komunikacja miejska, dalej mleczarnie, piekarnie, zakłady mięsne będą chciały na znak solidarności z nimi podjąć strajk, to niech pamiętają o tym, że to bije w ich rodziny. A więc nich się zastanowią, czy oni nie powinni przeciwdziałać takim odruchom solidarnościowym (...). No to powiedzieli, że damy sobie radę. A to na pewno kawalerowie mówili.
Brych zareagował też ostro na postulat, aby wypuścić więźniów politycznych. „Trzeba ich mieć, żeby ich zwolnić” – powiedział I sekretarz zapisując się tym samym na zawsze w historii. Drugą, cytowaną często wypowiedzią I sekretarza, była ta, o cenzurze. „Wysuwa się hasło zlikwidowania cenzury. W żadnym kraju nie ma tak, że nie ma wpływu na to, co się pisze, co się podaje” - przekonywał.
Dzieła Lenina i Coca-Cola
„Nie ma mięsa jajek masła/zginęła słonina/trzeba chyba będzie/jeść dzieła Lenina” – taką piosenkę w sierpniu 1980 r. śpiewali szczecinianie na melodię hymnu narodowego.
Ten utwór i podobne znalazły się w protokołach partyjnych sprzed 30 lat. Z dokumentów przebija żal – że Międzyzakładowy Komitet Strajkowy uznał za stratę czasu rozmowy z miejscowymi członkami partii i zażyczył sobie rozmów jedynie z reprezentacją rządu.
Wojewódzka instancja partyjna poczuła się zmarginalizowana i szukała przyczyn, dlaczego tak się stało.
- Wczoraj i w nocy i dzisiaj prowadziliśmy szereg dyskusji z różnymi towarzyszami – mówił kilka dni po wybuchu strajku tow. Brych. – Pytaliśmy wprost – próbujmy się pozbierać, gdzie są nasi partyjni krzykacze? Z tamtej strony trwa dyskusja, a my stoimy na uboczu. (...) Musimy zewrzeć nasze szeregi.(...) Musimy sobie również powiedzieć jakie mamy pretensje, nie tylko do siebie.
To, co się dzieje w Szczecinie I sekretarz przekazywał na spotkaniach Komitetu Centralnego PZPR. Sam premier Edward Babiuch uznał, że trzeba zrobić wszystko, aby ustrzec mniej polityczny Szczecin przed niekorzystnymi zjawiskami, widocznymi w Gdańsku, „których ostrze skierowane jest przeciw partii i socjalizmowi”. Namawiał, aby zrobić wszystko, by zatrzymać niekorzystny bieg wydarzeń, bo sytuacja obraca się przeciw krajowi. Jako jeden z przykładów premier podał kwestię cukru, który stał nie rozładowany na redzie w porcie. Przez strajkujących, którzy nie przejmowali się tym, iż bilans cukrowy nie będzie się zgadzał, premier skarżył się, że musi dopożyczyć cukier od kapitalistycznego potentata Coca-Coli.
- Rozmawiajmy z ludźmi i nie dajmy się zaskoczyć, niestety (...) my członkowie partii, daliśmy się zaskoczyć – apelował niepocieszony Babiuch.
Są granice
- Tylko socjalistyczna Polska może być państwem wolnym i niepodległym o nienaruszalnych granicach – powiedział w przemówieniu telewizyjnym I sekretarz KC PZPR Edward Gierek po powrocie z wakacji na Krymie. Na to przemówienie partia czekała z nadzieją, że podziała, jak oliwa wylana na wzburzone morze. Stało się jednak inaczej. Gierek przede wszystkim upomniał tych wszystkich, którzy „zatruwają atmosferę polityczną”, „których działania godzą w podstawę porządku politycznego”.
- Są granice, których nikomu przekracza nie wolno – zaznaczył przywódca partii dodając jednak szybko, że „nasze życie cechuje tolerancja, szeroka swoboda dyskusji i krytyki (...)”.
Kilka dni po tych wystąpieniach nie było już kilku członków Biura Politycznego i premiera Babiucha – zmiotła ich lawina dziejów. Ich miejsca zajęli inni, premierem został Józef Pińkowski. Z funkcji I sekretarza KW zniknął też Janusz Brych. Na początku listopada, zawał serca miał Edward Gierek – został natychmiast usunięty z funkcji I sekretarza przez plenum KC i zastąpiony przez Stanisława Kanię.
Dla części Polaków, żyjących wciąż w posierpniowej euforii, zmiany na szczytach były symbolem siły wydarzeń w kraju. Inni, pamiętający wcześniejsze przełomowe momenty, przy okazji których partia załatwiała swoje wewnętrzne porachunki i interesy wymieniając ekipy rządzące, patrzyli na to z umiarkowaną nadzieją. „Nie obchodzi nas to, co się tam u góry dzieje. My mamy swoje obrady” – powiedział Marian Jurczyk, przywódca szczecińskiego strajku.
Miną lata, Polska zmieni się całkowicie, zanim światło dzienne ujrzą informacje o tym, co działo się od 16 sierpnia 1980 w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W największej tajemnicy został powołany sztab „Lato 80”. Powstał dokładnie w tym samym czasie, co Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku, a kilka dni później podobny w Szczecinie. Sztab „Lato 80” miał kontrolować sytuację, zapewniać ład. Przede wszystkim zaś kierował akcją pod tym kryptonimem w Wojewódzkich Komendach Milicji Obywatelskiej. To był plan, który miał na celu odebranie przywilejów politycznych, które zostały dane nowemu związkowi. Rozmawiając ze strajkującymi władza przygotowywała wariant, który z dialogiem nie miał nic wspólnego. W opracowywaniu różnych scenariuszy rozwoju wydarzeń uczestniczyli ludzie stojący na czele komisji rządowych, pertraktujących ze strajkującymi w Szczecinie i w Gdańsku.
Nieświadomość prawdziwych intencji władzy i dane na kredyt zaufanie, choć naiwne, pewnie były potrzebne. Budowały nieśmiałą, na początku, wiarę w to, że Polska może się zmienić.
Bez tej wiary niemożliwy byłby 1989 rok. Bo i po co miałby się zdarzyć?
*Wszystkie cytaty pochodzą z poufnych (kiedyś) protokołów partyjnych, które powstawały na gorąco od sierpnia do końca roku 1980r w szczecińskim KW PZPR (obecnie wł. Archiwum Państwowego w Szczecinie)


Materiały 
