Sierpień ’80 według Służby Bezpieczeństwa
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa nie są zgodni w kwestii szczecińskiego Sierpnia ’80. Jedni mówią, że byli kompletnie zaskoczeni rozwojem wydarzeń, bowiem na czele strajku stanęli ludzie, którzy nie znajdowali się w centrum zainteresowania SB. Poza tym do agentów
w Stoczni Szczecińskiej im. A. Warskiego trudno było dotrzeć przez zamknięte bramy i trudno było pozyskać nowych tajniaków, bo naród poczuł swą siłę i jakby trochę przestał się bać. Inni esbecy natomiast twierdzą, że strajk był całkowicie pod ich kontrolą, że o wielu wydarzeniach wiedzieli naprzód, że znali każdy szczegół ze spotkań nawet tych, które odbywały się za zamkniętymi drzwiami.
Na pewno SB nie wiedziała wszystkiego, ale wiedziała dużo. Tak wynika z zachowanych meldunków dziennych, na podstawie których bezpieka opisywała dzień po dniu sytuację w strajkującym Szczecinie.
Gierek, jak plagi egipskie
SB wzmogła czujność już kilka tygodni wcześniej. W lipcu 1980 r., w różnych miastach Polski, strajkowało około 100 tys. osób. Pod lupą służb znalazły się wszystkie ośrodki uznawane za niebezpieczne, zbuntowane. Wśród nich był Szczecin.
Dwa dni po wybuchu strajku w Gdańsku, 16 sierpnia, tajny agent SB zameldował jak wśród załogi stoczni remontowej „Gryfia” odebrano przemówienie premiera Edwarda Babiucha, który starał się perswazją powstrzymać falę strajkową, rozlewającą się po całej Polsce. „Babiuch miał pietra” – komentowali ludzie. Przyrównywali słowa premiera do tych z 1970 r. wygłoszonych przez jego poprzednika Józefa Cyrankiewicza.
To porównanie przywodziło na myśl niepokojące obrazy – grudniowej rewolty, tragedii zabitych i poranionych ludzi.
Agent zameldował, że za kilka dni w „Gryfii” „może być niespokojnie”. Niespokojnie było też w stoczni „Odra”, „Transbudzie” i „Transoceanie”. Ludzie, pytani przez dyrekcję, dlaczego chcą strajkować, oprócz postulatów płacowych mówili po prostu, że muszą być solidarni z Gdańskiem. Zakład znajdujący się pod szczególną obserwacją bezpieki – Stocznia Szczecińska im. A Warskiego – już 16 sierpnia sformułował pierwsze trzy postulaty: żądanie pełnego zaopatrzenia rynku w żywność, zlikwidowanie anarchii gospodarczej i pociągnięcia do odpowiedzialności winnych fatalnej sytuacji kraju. Stoczniowcy zapowiedzieli też, aby na poniedziałek przynieść do pracy więcej żywności.
Na nic się zdały podwyżki, które poszczególne zakłady dostawały od lipca. Ludzie wprost mówili, że dostali je tylko po to, aby nie strajkować. W zakładach cukierniczych „Gryf” mówili też, że odkąd w Polsce do władzy doszedł Gierek, kraj nękany jest klęskami żywiołowymi i podwyżkami cen.
Strajkujący Gdańsk był odcięty od reszty kraju. Do Szczecina informacje docierały liniami kolejowymi – jak doniósł jeden z usłużnych naczelników na Dworcu Głównym w Szczecinie.
O tym, że stanie Warski donieśli tajni współpracownicy „Szczurowski”, „Kania”, „Robert”, ”Malarz”, „Maurycy”, „Janek” i „Ryszard” oraz kontakty operacyjne.
Najpierw „Szkwał” potem „Burza”
18 sierpnia o 6 rano stanęła najpierw „Parnica”. Przede wszystkim stoczniowcy zaznaczyli, że solidaryzują się z innymi strajkującymi i zażądali poprawy bytu dla wszystkich obywateli. Oprócz postulatów ekonomicznych pojawiły się postulaty zniesienia przywilejów dla MO i SB, zniesienia cenzury, wprowadzenia całkowitych swobód dla kościoła katolickiego i przestrzegania Helsińskiej Karty Praw Człowieka.
Postulaty te zostały zaniesione do „Warskiego”. Właściwie wszystkie zakłady, których przedstawiciele zaczęli przychodzić do stoczni – serca strajku – formułowały podobne żądania. „Warski” stanął w przerwie śniadaniowej, około 10.30. Wyjaśnieniu zagrożenia w ramach sprawy operacyjnego sprawdzenia tego, co dzieje się w Parnicy SB nadała kryptonim „Szkwał”. Zagrożenie ze strony „Warskiego” potraktowano poważniej – ta sprawa zyskała kryptonim „Burza”.
Bo zagrożenie wydawało się duże: po raz pierwszy w takiej skali padały publiczne oskarżenia pod adresem PZPR i CRZZ. Padały także pytania o rosnące polskie długi, o kłamstwa podawane przez stronnicze media, o bezradność władz, o znikające z kraju polskie towary, marnotrawstwo w wielu przedsiębiorstwach, wreszcie o puste pułki w sklepach, w których nie można było już dostać prawie niczego, za to nie brakowało w nich korupcji i kumoterstwa.
Chwilę po wyborze komitetu strajkowego w „Warskim” TW zgłosili SB jego skład z Marianem Jurczykiem na czele. Tuż obok tej informacji pojawiła się inna, która jeszcze wtedy nie wydawała się kluczowa: pojawił się postulat utworzenia Wolnych Związków Zawodowych. Potem postulat ten powtarzały kolejne zakłady pracy. TW meldowali o składach poszczególnych komitetów strajkowych w przyłączających się do strajku zakładach. Niektórzy donosili, że część z nich przyłączyła się do strajków tylko po to, aby dostać podwyżki (w myśl zasady „jak staniesz – dostaniesz). Jeden z TW doniósł, że robotnicy np. Polmo nie zamierzali solidaryzować się ze stoczniowcami uważając, że po grudniu 1970 r. ci zgarnęli wszystkie przywileje, jakimi niezadowolonych ludzi otumaniała władza, tylko dla siebie.
Ci szczególnie niebezpieczni
Pod szczególną obserwacją SB znajdował się przedstawiciel WZZ Stefan Kozłowski, który przyjechał wesprzeć stoczniowy strajk do „Warskiego”, a także Stanisław Wądołowski, uznany za szczególnie wrogiego, bo aktywnego już w grudniu 1970 r. Nazwiska prowodyrów padały przy okazji strajków w kolejnych zakładach pracy. To oni wg TW, mieli powstrzymywać załogi przed przerwaniem strajku, to oni rozdawali instrukcje, jak zachowywać się podczas strajku, czy rozdawali prasę podziemną. Niektórzy nawet wywieszali transparenty z napisem „Precz z partią”, albo grozili otwarciem magazynów żywnościowych znajdujących się na terenie portu. TW donosili, że w niektórych zakładach pracy niektórzy członkowie partii i CRZZ mieli być usuwani poza bramy siłą, przez strajkowych prowodyrów, rzecz jasna. Szczególnie agresywny miał być inż. Duklanowski z Unikonu, a także Andrzej Milczanowski, radca prawny WPKM, na polecenie którego siłą otwarto magazyn biurowy firmy i wydrukowano strajkowy biuletyn wewnętrzny.
Bardziej szczegółowe raporty pochodzą z 21 sierpnia, gdy stocznia przygotowywała się do rozmów z przyjeżdżającą komisją rządową. Międzyzakładowy – już – Komitet Strajkowy jako pierwszy wysunął postulat rozwiązania dotychczasowych i powołania nowych, niezależnych od władzy, wolnych związków zawodowych. Do sali świetlicy napływały kolejne postulaty polityczne np. uwolnienia więźniów politycznych.
Stocznia stała się prawdziwym centrum decyzyjnym. Niektóre zakłady pracy wysyłały prośby do MKS o wyrażenie zgody na odprawienie mszy na ich terenie. Strajkujący przynosili do wspólnej skarbonki pieniądze na nowe związki. Komunikaty, ile zebrano, wywieszano na bramie stoczni. Do strajku przyłączyło się wiele przedsiębiorstw z terenu całego województwa. Strajkujących lub popierających strajk było ponad 340.
Nazajutrz
Kilka dni przed końcem strajku TW odnotowali, że w „Warskim” rośnie upór i zawziętość, że strajkujący mówią, iż będą walczyć aż do zwycięstwa, bo zbyt często dawali się oszukać. Przywódca MKS Marian Jurczyk miał powiedzieć, że szykuje się atak na stocznię. Jeden z członków MKS zawnioskował nawet o wydanie MKS noszy ratunkowych, tak na wszelki wypadek.
TW donieśli, że wśród strajkujących widać oznaki wyczerpania psychicznego, ocenili, że niektórzy stracili poczucie rzeczywistości. W meldunkach znalazła się też uwaga, że gdzieniegdzie kolportowane są ulotki mające wzbudzić nienawiść do socjalizmu, a w niektórych strajkujących przedsiębiorstwach rozwiązywane są podstawowe organizacje partyjne.
Na tle tych barwnych opisów lakoniczna wydaje się notatka o podpisaniu nad ranem 30 sierpnia Porozumień Sierpniowych. Znacznie więcej TW pisali, jak pracują po strajku poszczególne zakłady pracy. Podobno ludzie narzekali, że strajk trwał za długo, co miało grozić interwencją wojska. Podobno w niektórych firmach nadal zbierano postulaty, ale dotyczące wewnętrznej sytuacji zakładu. Trwało masowe wypisywanie się ze starych związków i wpisywanie do nowych – TW stwierdzali, że na tych, którzy nie chcą się zapisać, wywierana jest presja psychiczna. Część z tych, którzy przy okazji rzucili legitymację partyjną uznała, że tow. Gierek powinien ustąpić.
W tekście wykorzystano meldunki dzienne szczecińskiej SB z dni 15 – 30 sierpnia 1980 r. (obecnie wł. IPN)


Materiały 
