65 lat temu przyjechali ze Wschodu
- Sądziłem, że to się nie uda, nie wierzyłem, że taka impreza będzie ważnym przeżyciem nie tylko dla nas – przyznał Aleksander Nizowicz, Sybirak, jeden z uczestników obchodów 65. rocznicy przyjazdu na Pomorze Zachodnie transportów ze Wschodu, wiozących Sybiraków, łagierników i kresowiaków.
Obchody zorganizowane na tych terenach po raz pierwszy, odbyły się na dworcu Szczecin Główny.
To nie tu przyjeżdżały transporty 65 lat temu – ludzie, którzy mieli za sobą łagry, kołchozy i kopalnie ZSRR, a także wysiedleńcy z przedwojennych Wschodnich Kresów RP, trafiali najczęściej na nieczynną dziś stację Szczecin-Niebuszewo. Jak podawał „Kurier Szczeciński” z marca 1946 r. – wtedy przyjechało ich na Pomorze Zachodnie około 300 tys. Część zamieszkała w wioskach i miasteczkach, część w Szczecinie, zajmując domy i gospodarstwa głównie Stołczyna i Skolwina. Stanowili jedną trzecią ludności regionu.
Prycze, piecyk i dziura w podłodze
Impreza, zorganizowana 3 czerwca, miała przypomnieć chwile przyjazdu. Główną atrakcją był specjalnie zrekonstruowany wagon, identyczny jak te, którymi wiosną 1946 r. jechali przybysze. Nieduży – zaledwie 8 m kw. powierzchni wewnątrz, drewniany, z dwoma małymi zakratowanymi otworami okiennymi pod sufitem, z drewnianymi pryczami krytymi słomą, żelaznym piecykiem na środku i namalowanym kołem imitującym toaletę, której funkcje podczas podróży spełniała zwykła dziura w podłodze. Jak wspominali Sybiracy, takim wagonem jechało, często przez miesiąc i dłużej, nawet 20 i więcej osób.
Wagon był ozdobiony gałęziami brzóz i świętym obrazem – tak po wojnie przyjazd do Polski świętowali zesłańcy. Specjalnie na szczecińskie uroczystości Sybiracy wyposażyli go w kilka aluminiowych naczyń, które wraz z nimi przyjechały z zsyłki, drewniane kufry i walizki, niektóre wyścielone gazetami z tamtych lat . Atrakcją było ksero polskiej gazety wydanej w 1946 r. w ZSRR, a także ksero zeszytów szkolnych, robionych z sowieckich gazet przez dzieci Sybiraków.
W godzinę otwarcia imprezy, po odegraniu Hymnu Państwowego i Hymnu Sybiraków, z wagonu wyszedł tłum przybyszów-aktorów. Byli to uczniowie Gimnazjum nr 7, a także Grupa Rekonstrukcyjna Igora Górewicza, której część wcieliła się w role przyjezdnych, a część grała żołnierzy Wojska Polskiego i funkcjonariuszy MO. Mundurowi stanowili eskortę wagonu, a także obsadę prowizorycznego punktu Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, w którym wydawane były dokumenty PUR (kopia oryginału). Po taką pamiątkę mogli zgłosić się wszyscy uczestnicy imprezy – „dokumenty” „żołnierze” rozdawali też podróżnym na dworcu.
Aktorzy odegrali moment przyjazdu – zetknięcia z obcym miastem, nadziei, że uda się właśnie tu zbudować nową małą ojczyznę. Jak naprawdę wyglądały tamte chwile wspominały dwie Sybiraczki – Janina Niesobska i Wanda Samborska. Mówiły m.in., że nikt wtedy nie wiedział, co to były te „Ziemie Odzyskane”, na które jechały transporty. Wspominały o trzy numery za duże buty i spódnice szyte na drogę z kradzionych worków, a także rozczarowanie, że Szczecin niczym nie przypomina ojczystych stron, np. Lwowa.
Przybyszów - tych prawdziwych – symbolicznie, chlebem i solą, przywitał marszałek zachodniopomorski Olgierd Geblewicz. Łamali kawałki chleba i podawali dalej znajomym – wkrótce wszyscy, którzy przyszli na imprezę (około 300 osób) mieli w ręku choć kilka okruchów. Sybiracy podchodzili trzymając w rękach kartki z nazwami miejscowości, do których byli zesłani. Ten moment, zaraz po chwili otwarcia drzwi wagonu, wywołał na peronie największe wzruszenie.
Po części oficjalnej każdy, kto chciał, mógł zwiedzić wagon, posiedzieć, czy nawet poleżeć na pryczach, wziąć na pamiątkę ksero gazet i zeszytów. Dużą atrakcją była też stojąca nieopodal plenerowa wystawa fotograficzna, pokazująca dzieje przybyszów, przygotowana wspólnie przez Muzeum Narodowe w Szczecinie i Archiwum Państwowe w Szczecinie. System wystawienniczy wypożyczył nieodpłatnie szczeciński oddział Instytutu Pamięci Narodowej.
Za wystawą ustawiła się kuchnia polowa. Każdy, kto przyszedł na obchody, mógł zjeść grochówkę, specjalnie przygotowaną przez 12 Szczecińską Dywizję Zmechanizowaną.
Posłuchać, przeżyć i zapamiętać
Kilka godzin przed imprezą na dworcu, w budynku Dyrekcji PKP, odbyły się lekcje historii, prowadzone przez świadków historii: Franciszkę Kobylińską, Romana Gronowskiego i Zdzisława Freja. W lekcjach wzięło udział około 120 uczniów szkół ponadpodstawowych z Wałcza, Gryfic, Świnoujścia i Szczecina, którzy pojechali jeszcze na Cmentarz Centralny zwiedzić miejsca pamięci narodowej z Pomnikiem Sybiraków. O dziejach tych, którzy na zawsze pozostali „na nieludzkiej ziemi” opowiadała Danuta Kwiatkowska.
Wstępem do obchodów 65. rocznicy przyjazdu na Pomorze Zachodnie transportów wiozących Sybiraków, łagierników i kresowiaków, była konferencja popularno-naukowa, zorganizowana 2 czerwca w Muzeum Narodowym przy Wałach Chrobrego. Ponad 100 osób słuchało najpierw panelu prowadzonego przez dr Beatę Halicką z Europejskiego Uniwersytetu Viadrina z Frankfurtu nad Odrą. Trzy doktorantki z Uniwersytetu Szczecińskiego: Aneta Popławska, Anna Faryńska i Anna Szymczak dzieliły się wynikami swoich badań nad środowiskami Polaków ze Wschodu, którzy przyjechali na Pomorze Zachodnie po II wojnie. Potem krótki wykład na temat codzienności uchodźczej wygłosił prof. Jan Piskorski, a następnie odbyła się debata wokół książki prof. Piskorskiego „Wygnańcy”. M. in. o łamaniu stereotypów przy opisywaniu historii rozmawiali profesorowie Inga Iwasiów, Jerzy Madejski i Włodzimierz Stępiński oraz autor książki.
Głównym organizatorem dwudniowych obchodów był Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego w ramach projektu Centrum Dialogu Przełomy. Partnerami byli szczeciński oddział Związku Sybiraków w Polsce, PKP Polskie Linie Kolejowe oddział w Szczecinie, MNS, AP i 12 SDZ.
Agnieszka Kuchcińska-Kurcz


Rocznice 

