Archiwum Państwowe w Szczecinie udostęniło nam elektroniczną wersję wystawy nt. wywiadu Armii Krajowej na Pomorzu Zachodnim w okresie II wojny światowej. Wystawa była prezentowana w Szczecinie i Mięzyzdrojach, a w ciągu najbliższych tygodni trafi do ośrodków kultury i szkół w różnych miejscowościach województwa Zachodniopomorskiego.
Armia Krajowa była największą strukturą konspiracyjną działającą w czasie drugiej wojny światowej w państwach okupowanej przez Niemcy Europy. Jednym z elementów jej aktywności była szeroko pojęta działalność wywiadowcza, którą bezpośrednio prowadził, wchodzący w skład KG AK, Oddział II Informacyjno-Wywiadowczy.
Jednostką, która odpowiadała za zdobywanie informacji na "kierunku zachodnim", była Ekspozytura "Lombard". Do niej spływały informacje zdobywane przez działające na terenie Pomorza komórki Bałtyk 1, 2, 3, m.in. o ośrodku badawczym i fabryce broni rakietowej w Peenemünde, zakładach benzyny syntetycznej w Policach, fabrykach produkujących samoloty Focke-Wulf oraz stoczniach remontujących niemieckie okręty wojenne.
Jednym z najbardziej znanych pracowników Oddziału II był Kazimierz Leski ps. "Bradl", który w wojnie obronnej 1939 r. był pilotem 1 pułku lotniczego, a następnie włączył się w działalność konspiracyjną ZWZ i II Oddziału KG AK. Od stycznia 1942 r. był kierownikiem Referatu 997. W przebraniu niemieckiego generała wojsk technicznych von Hellmana oraz gen. Karla Leopolda Jansena podróżował po Niemczech i Francji, zdobywając m.in. plany fragmentu umocnień Wału Atlantyckiego. W czasie Powstania Warszawskiego dowodził kompanią w Batalionie "Miłosz". Był m.in. szefem sztabu Obszaru Zachodniego AK, a następnie Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Po wojnie podjął pracę w Stoczni Gdańskiej, jednocześnie kontynuując działalność konspiracyjną, za co w procesie I Komendy WIN skazano go na 12 lat więzienia. Od 1989 r. pełnił funkcję prezesa Związku Powstańców Warszawskich. Odznaczony został m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari i trzykrotnie Krzyżem Walecznych. Zmarł w Warszawie, w 2000 r.
Wszystkie materiały prezentowane w ramach tej wystawy pochodzą z zasobu Archiwum Akt Nowych w Warszawie, które zgromadziło ponad 220 tys. dokumentów Polskiego Państwa Podziemnego z lat 1939–1945 stanowiących część polskiego dziedzictwa narodowego.
Oprac. Mariusz Olczak (Archiwum Akt Nowych w Warszawie)
  
Więcej w galerii...
Pionierzy Szczecina. Kim oni są? Jacy byli, kiedy tu przyjechali? Jaki był ich Szczecin?
Wystawa „Ocalić od zapomnienia” to zbiór 19 fotografii przedstawiających polskich osadników na ziemiach szczecińskich, którzy przyjechali w 1945 r. Zdjęcia wykonane przez Arkadiusza Piętaka, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, są wzbogacone reportażami o losach bohaterów zdjęć autorstwa Gabrieli Wiatr, wieloletniej szczecińskiej dziennikarki. Pionierzy Szczecina. Kim oni są? Jacy byli, kiedy tu przyjechali? Jaki był ich Szczecin? Wystawa „Ocalić od zapomnienia” to zbiór 19 fotografii przedstawiających polskich osadników na ziemiach szczecińskich, którzy przyjechali w 1945 r.
Zdjęcia wykonane przez Arkadiusza Piętaka, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, są wzbogacone reportażami o losach bohaterów zdjęć
Więcej…
Imponująca kolekcja zajęć z różnych miejsc: kopalnia łupków bitumicznych, fabryka benzyny, poczta, wodociągi,huta, budownictwo, baza rybacka „Kaszuby” (ta sama, z której maszt stoi u wlotu na Trasę Zamkową). Pożółkłe kadry wspomnień Alojzego Galasa. Nie bał się zmian, nie bał się też ciężkiej pracy. Przed wojną był w Holandii, w czasie wojny w Estonii, po wojnie w Szczecinie. Pracował jako rybak, więc zawinął do niejednego portu na świecie. Na kanwie jego historii można napisać scenariusz filmu przygodowego. Bogatych przeżyć można mu pozazdrościć, gdyby nie fakt, że pan Alojzy – jak wielu Pionierów – losu sobie nie wybierał…
Więcej…
Czasem o życiu ludzkim decyduje splot przypadków. Tak było z Anną Jabłońską, która w październiku 1945 r. przyjechała do Szczecina za namową koleżanki. Koleżanka przyjechała tu do brata, który wracając z robót w Niemczech, zatrzymał się w Śmerdnicy.
A kiedy obie udały się do Śmerdnicy, trafiła się bryczka. Bryczką jechało kilku polskich wojskowych, wśród nich jeden bardzo miły. Zagadywał do Anny, potem odwiedzał i długo nie zwlekając, zapytał: Jedziemy dać na zapowiedzi. Zechcesz mnie? Choć znała go ledwie półtora miesiąca – zechciała.
Więcej…
Stanisławów niedaleko Lwowa. Zaczyna się niewesoło. Kilkunastoletnia Anna ucieka przed potwornym głodem. Dotkliwa bieda nie dawała szans na przeżycie. Gdzie może pojechać dziewczyna, dla której całym światem jest rodzinna wioska? Jedynym „ratunkiem” okazało się zgłoszenie się na roboty do Niemiec. Po wojnie dowiedziała się, że Polaków z jej rodzinnych stron wywieziono na Sybir. Trafiła do Szczecina. Została.
Anna ma wesołe oczy. Przy każdym spojrzeniu rzuca figlarnymi iskierkami. To dlatego słuchając jej opowieści trudno mi uwierzyć, że to wszystko
Więcej…
Nie przyjechał do Szczecina powodowany entuzjazmem. Z bratem uciekali przed częstochowskim Urzędem Bezpieczeństwa. Uznali, że Szczecin leży bliżej zachodu – może się uda emigrować. Ale kiedy Bogusław zobaczył to zrujnowane miasto, pomyślał: „do końca życia będę tu mieć robotę”. Nie pomylił się. Pracował w Urzędzie Samochodowym, zainicjował powołanie Spółdzielni Pracy „Ornament”, postawił na nogi Centralę Rybną i powołał do życia stocznię „Parnica”. Sporo, jak na jeden życiorys. – Proszę nie zapomnieć napisać, że mam 10 wnuków i 7 prawnuków.
Więcej…
Decyzję o związaniu swoich losów z tym zrujnowanym miejscem przypieczętował – jak mówi – historycznym wydarzeniem. Po przybyciu do Szczecina obmył się w wodach Odry, przeżegnał i postanowił, że zostaje. Miejsce przy ul. Małopolskiej, w którym dokonał swoistego chrztu, nadal istnieje. Jednak nie jest to jedyny zakątek miasta, który budzi wspomnienia o brawurze i głodzie, bohaterstwie i ginących przyjaciołach Bolesława Barwińskiego…
Szczecin był dla niego miejscem schronienia przed NKWD. Któż by przypuszczał, że „Dziki Zachód” będzie ratunkiem od aresztowań byłych
Więcej…
Światowy chłopak – tak mówi o sobie Eligiusz Olbromski. Ojciec zmarł, gdy miał 6 lat. Matka została sama z czwórką dzieci. W czasie wojny pracował w wytwórni barwników do farbowania tkanin. Od tej pracy sam byłem lekko niebieski – śmieje się pan Eligiusz. Miał kilkanaście lat, gdy przedarł się z Rzeszy, w której znajdowała się Łódź, do Generalnej Guberni, czyli do Warszawy. Koniec wojny zastał go w Otwocku. Na piechotę wrócił do Łodzi, do rodziny. Jednak w domu nie umiał się już podporządkować dorosłym – za dużo przeszedł. Zobaczył plakaty agitujące do zasiedlania zachodu. W sierpniu 45 r. już był w Szczecinie. Miał 15 lat.
Więcej…
Kocham Szczecin, bo to miasto mojej młodości, ale serce należy do Wilna – wyznaje Helena Radtke-Łabaziewicz. Helena jest szczera, bezpośrednia, uśmiechnięta i żywiołowa. Mogła z rodziną zostać w Wilnie, gdyby jej rodzina przyjęła radzieckie obywatelstwo. Ale nie chcieli, więc musieli wyjechać. Miesiąc jechali w bydlęcym wagonie. Po drodze zobaczyli zgliszcza Warszawy – aż serce zatłukło z bólu. Karty repatriacyjne mieli do Gdyni, ale widać wtedy zasiedlali „Dziki Zachód”. Najpierw z okien zobaczyli Turzyn, a tam wszystko kwitło, ogrody w lipcu wyglądały bajecznie, jakby wojny nigdy nie było. Wysiedli na peronie dworca na Niebuszewie:
Więcej…
|
Najpierw tylko z ojcem przyjechała do Stargardu. Szczecin był wówczas zamknięty dla cywilów. Ojciec pojechał na parę dni do Szczecina, kiedy wrócił, powiedział: Znalazłem nam piękne mieszkanie. Był sierpień. Zamieszkali przy ul. Śląskiej, później – już po ślubie – przeprowadziła się z mężem do przydziałowego mieszkania przy al. Jedności Narodowej. Jednak mieszkanie było w oficynie, co ojcu się nie podobało. Dlatego znalazł młodym dom przy ul. Marii Konopnickiej na Pogodnie. Tam wychowała czworo dzieci.
Mama Heleny w przeprowadzce nie uczestniczyła. Została w Bydgoszczy, gdzie mieszkali
Więcej…
Czasy nie były ciekawe dla mieszkania, dla życia… Ale człowiek do wszystkiego się przyzwyczai, i do odważności też – twierdzi Jan Kozieł. W Szczecinie musiał się mocno do „odważności” przyzwyczaić. Bo trzeba zachować zimną krew, gdy na ulicy żołnierze celują do człowieka z broni krzycząc ubiju!. Albo wypadają z wagonów ustawionych na bocznicy, pijaniusieńcy biegają wkoło, strzelają, a potem… tańczą kozaka.
Pan Jan widział niejedno – pracował na dworcu w Dąbiu. – Ciekawe to było życie, tylko nie bardzo przyjemne – ocenia pionierskie czasy.
Więcej…
Jeśli się ma wspaniałego ojca, niezłomnego i silnego człowieka, przedwojennego strażaka, to trudno nie pójść w jego ślady. Trudno nie pojechać za nim na koniec świata, choćby… na „Dziki Zachód”. Tym bardziej, jeśli na „Dzikim Zachodzie”, czyli w powojennym Szczecinie, ojciec zostaje pierwszym komendantem Wojewódzkiej Straży Pożarnej.
Janusz Pągowski miał ledwie 17 lat, gdy wraz z ojcem, pułkownikiem Stanisławem Pągowskim i grupą poznańskich strażaków przyjechał na zachodnie krańce dopiero co niepodległej Polski. Piętnastu śmiałków przyjechało tamtego lata ’45
Więcej…
Pamiętaj, szanuj się i uważaj na siebie – powiedział ojciec młodemu Kazimierzowi Hyncowi w czerwcu 1945 roku. Matka tylko płakała. Jak chcesz, to jedź – mówiła zrezygnowana. Wyjazd syna na Ziemie Odzyskane nie był łatwy dla rodziców. Rodzinie udało się przetrwać wojnę, a tu syn znów się pcha w kłopoty i niebezpieczeństwo. Ale młodość rządzi się swoimi prawami. Kazimierz przybył do Szczecina razem z grupą milicjantów z Poznania. Powitało ich zrujnowane miasto, głód i bieda. Tylko przygód było pod dostatkiem, choć większość miała wymiar tragiczny. I w tragicznych okolicznościach Kazimierz poznał
Więcej…
Wojna. Zbiórka Szarych Szeregów w Poznaniu. Harcerze dyskutują o… Szczecinie. Są przekonani, że to ziemie piastowskie i winny być w polskich rękach. Czy młodziutka Krystyna Wiza przeczuwała, że jej los zwiąże się z tym miastem?
Wówczas było to raczej mało prawdopodobne. Gdy walczyła w Powstaniu Warszawskim, gdy przed gestapo uciekała z Poznania do Warszawy, czy wtedy gdy brała ślub – przez myśl jej nawet nie przeszło, że zamieszka w Szczecinie. Młodzi Łyczywkowie, Krystyna i Roman, w tamtym mrocznym czasie nie
Więcej…
Strażacy, milicjanci, urzędnicy, kolejarze, tramwajarze. Wszyscy byli ważni przy tworzeniu polskiego Szczecina. I wszyscy musieli gdzieś robić zakupy. Na początku na targowiskach, ulicach. Stopniowo zaczęły powstawać sklepy. Marian Iczakowski założył jeden z pierwszych sklepów spożywczych w Szczecinie. Nazywał się Poznański Skład Delikatesów. Poznański, bo pan Marian pochodzi z Poznania, gdzie przed wojną jego mama i brat prowadzili sklepy. Poznański, bo po wojnie brat znów zajął się handlem i miał duże zasługi organizacji zaopatrzenia dla Szczecina. Choć poznański, to
Więcej…
Rok 1938. Lekcja geografii w wiejskiej szkole w Małachowie (niedaleko Poznania). Nauczyciel, oficer, uczy dzieci, że Polska powinna sięgać od morza do morza, a Szczecin był polski i będzie polski. Lekcja, jak inne, ale słowa nauczyciela zapadły na dobre w pamięć Stanisława Piaseckiego. I kiedy po wojnie nadarzyła się okazja, pojechał na zachód. Od 5 lipca 1945 roku jest szczecinianinem. Przyjechał razem z grupą milicjantów, stu trzydziestu chłopa, którzy maszerując ulicą Mieszka I, śpiewali na cały głos polskie pieśni. Gdy doszli do Jagiellońskiej, płakali ze wzruszenia, jak mali chłopcy. A na ich widok otwierały się okna,
Więcej…
Stefan Piotrowski jest… stosunkowo młodym pionierem. Do Szczecina przyjechał jako 11-letni chłopiec, wraz z całą swoją rodziną. Widział zniszczone miasto dziecięcymi oczami. Ogarniał je dziecięcym umysłem. Czy aby na pewno dziecięcym? Czy dziecko, które jest świadkiem wojennych okrucieństw, niemieszczących się w ludzkim pojmowaniu, nadal jest dzieckiem? Czy też musiało dorosnąć w nienaturalnie szybkim tempie, aby przetrwać i zrozumieć to, co nie jest możliwe do zrozumienia?
W każdym razie Stefan chłonął swoje nowe miasto wszystkimi zmysłami. Ojciec Stefana,
Więcej…
Władysława Kaczerskiego do pracy w Szczecinie skierowała Warszawska Dyrekcja PKP. Nikt nie pytał go o zdanie. Wtedy kolej zmilitaryzowano, a samowolne oddalenie się z miejsca pracy traktowano jak dezercję. Kiedy razem z kolegami przybyli na miejsce, wielu chciało stąd uciekać. Było niebezpiecznie i biednie. Czemu więc Władysław został? Bo założył tu sobie działkę, dostał mieszkanie, ożenił się. Wydawało się, że będzie dobrze. A jako skromny i pracowity człowiek zadowolił się skromnym i pracowitym życiem. Mieszka niezmiennie w tej samej kamienicy przy ul. Nad Odrą, bez łazienki i toalety, uprawia ten sam
Więcej…
|